Array ( ) CZAS ŻYCIA - ŻYCIE CZASU - bloog.pl
Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 345 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


CZAS cd

poniedziałek, 16 marca 2009 19:53
Czas jest osobą, czas jest siecią, czas jest wymiarem, czas jest... Jedna z wersji greckich mitów(ta mniej znana) mówi iż jeszcze przed Uranosem i Gają był Chronos (nie mylić z Kronosem) uosobienie czasu, powstały z jaja chaosu jeszcze przed przestrzenią. Jest osobą lecz nie ingeruje w dalszy rozwój świata. Jest i tyle.
Linia czasu nie istnieje jest sieć powiązanych rzeczywistości wzajemnie z siebie wynikających i wykluczającyc
h się nawzajem. Nad tym wszystkim panuje jeden byt czy raczej Byt. Siła stwórcza i niezależnie jak Go nazwiemy, czy Bogiem czy inaczej to ta siła jest większa niż obejmuje ludzki umysł. On stworzył życie a w tym ludzi. Niezależnie jaką wersję przyjmiemy czy ewolucki czy biblijną czy jeszce innego światopoglądu.
Gdzieś pomiędzy Bytem-Stwórcą a człowiekiem i zrozumiałym światem są byty niezrozumiałe człowikowi(narazie), lecz niższe od Niego. Jest ich wiele; Śmierć, Miłość, Wojna, Światło(ść), Czas, "chóry anielskie" i wiele innych. Jakaś tam walka między nimi o władzę też się znajdzie.
Czas jest pewnego rodzaju swoistością ma codzienny wpływ na wszystkich a jednocześnie nikt się zbytnio z nim nie liczy. Jest stateczny, spokojny, gdzieś z boku. Jednak jest!
Ajaki wpływ na Ciebie ma czas? ;)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

CZAS

poniedziałek, 16 marca 2009 18:50
Czym lub kim jest czas? Nie ma tak naprawde jednoznacznej odpowiedzi. Jest oczywiście definicja fizyków o tym iż jest to wymiar itd. Ale czy ta definicja cokolwiek tłumaczy? Czy czas jest linią, ogręgiem a może odwróconą piramidą. Czy kiedyś będą możliwe podróże w czasie i jakie to będzie miało konsekwencje.
Czy czas miniony jest bezpowrotnie stracony? Czy przyszłość jest już ustalony i zapisany, czy jednak mamy wpływ na przyszłość? Czy może czas jest świadomym bytem-osobą? Niewielu się tak powarznie nad tym zastanawia, a przecież czas ma ciągły wpływ na nasze życie. Powiedzonka: "nie mam na nic czasu", "jak czas mi pozwoli", dla zabicia czasu" i wiele innych wciąż przewijają się wokół nas. To nie mój czas- czy czas może należeć do kogoś?
Narazie pytania. Może ktoś pokusi się o odpowiedzi ;)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

ŁUT SZCZĘŚCIA (?)

poniedziałek, 16 marca 2009 12:07
 

         Mam dosyć tego pieprzonego świata a przede wszystkim siebie. Ciągle na coś muszę narzekać. Było za zimno, a dziś za gorąco. Ten krawat doprowadza mnie do szewskiej pasji. Czekam na autobus i szlag mnie trafia. Tyle panienek a ja nie mam kasy by jakąś gdzieś zaprosić. O, następna tylko brać i chyba pod mostem bo nie zabiorę jej do siebie, w ten tłum.
- Dzień dobry, co cię trapi młody człowieku? - facet wyrwał mnie z dołującego zamyślenia. Na oko jakieś pięćdziesiąt lat, w miarę schludny, nic nadzwyczajnego.
- Wszystko po kolei - odpowiedziałem głosem  adekwatnym do mojego stanu.
- Na pewno nie wszystko, jest chyba coś można się cieszyć - nie odczepił się, ale w jego głosie dało się wyczuć miękkość i stanowczość zarazem. Nie sprawiał wrażenia natarczywego tylko kogoś potrzebującego rozmowy.
- Cieszyć? Chyba tylko tym, że jeszcze się nie udusiłem tym krawatem. Mam dość szukania pracy. Wszędzie mają idiotyczne wymagania albo płacą tyle, że ciężko z tego wyżyć nie mówiąc o tym by wypić od czasu do czasu jakieś piwo.
- Lubisz piwo? Może wypijemy po jednym, przy piwie lepiej się rozmawia.
- Nie należę do młodzieńców oddających się seniorom jak starożytni Grecy - wypaliłem stanowczo, ale nie podnosząc głosu.
- No wiesz - rzucił z miną aktorskiej obrazy -nie proponuję ci kolacji ze śniadaniem tylko piwo w lokalu, przy ludziach.
- Przepraszam pana bardzo jeżeli uraziłem, ale spotykałem  tak różnych ludzi, że wolę od razu...
- Dobra już dobra, to co z tym piwem?

*
- Dobre piwo nie jest złe - powiedziałem gdy już usiedliśmy - tylko nie wiem o czym chciał pan ze mną porozmawiać.
- Powiedzmy że mogę ci pomóc...
- Pomóc? Chyba pan żartuje teraz to może mi pomóc tylko cud.
- Jeżeli chcesz uznaj to za cud, ja bym tego nie nazwał tak wielkim słowem a poza tym siedzimy razem przy piwie więc zostawmy panów, nazywaj mnie Merron i nie pytaj mnie skąd to się wzięło, kiedyś sam ci powiem.
- No dobrze Merron, mnie nazywają Lerst - on pierwszy wyciągnął rękę, uścisnęliśmy sobie dłonie po czym pociągnąłem dużego łyka i zapytałem Merrona:
- Nie mogę zrozumieć tej sytuacji, zaczepiasz mnie na ulicy wśród tłumu ludzi i twierdzisz że możesz mi pomóc. Dlaczego właśnie ja i co muszę zrobić w zamian, bo zgodzisz się przecież, że dziś nie ma nic za darmo. Prawdziwi altruiści wymarli gdy Fenicjanie wymyślili pieniądze.
- Dlaczego ty hmm, dobre pytanie. Może przez twoją minę. Może przez emanujące z ciebie zawiedzenie światem. A może bo ktoś na górze tak chciał - powiedział patrząc w sufit, a właściwie poza niego, po chwili dodał - Nie wnikam w to, trafiło na ciebie i tyle. Co będziesz musiał zrobić? Po pierwsze się zgodzić, a po drugie podtrzymać tradycję i nic więcej.
- Jaką tradycję, zapraszania nieznajomych na piwo? - zapytałem podnosząc kufel do ust
- Tradycja o której mówię jest starsza niż piwo i nie mam pojęcia kto ją zapoczątkował. Grunt w tym, że kiedyś ktoś pomógł mi, ja pomogę tobie a ty komuś następnemu. Proste, prawda?
- Powiedzmy, że proste, ale na czym taka pomoc miała by polegać?
- To zależy jakiej pomocy potrzebujesz?
- Ja? Potrzebuję cudu przecież mówiłem.
- Dobra, to już przerabialiśmy, ale co ten cud miałby sprawić?
- Lista spraw jest bardzo długa i chyba żaden cud nie jest aż tak wielofunkcyjny.
- No to zamawiamy po jeszcze jednym i zaczynaj wymieniać a potem zobaczymy czy stary Merron jest cudotwórcą.
Co mam do stracenia, stawia piwo i chce posłuchać o moich problemach. Rzadko zdarzają się tacy frajerzy. Upić mnie nie łatwo więc jak spróbuje jakichś głupich numerów to wysunę mu z prostej i przynajmniej się wyładuję. Pociągnąłem ze świeżego kufla i zacząłem mu wymieniać.
- Po pierwsze to mam straszne długi w banku ale nie tylko. Długów nie mogę spłacić bo nie mam pracy. Pracy nie mogę znaleźć bo albo dają stawki głodowe albo mają nierealne wymagania a ja nie mam nawet prawa jazdy nie mówiąc o doświadczeniu w jakiejkolwiek branży. Nie mam też kasy na życie nie mówiąc o zapłaceniu za jakikolwiek kurs. Więc koło się zamyka a odsetki rosną.
- I to mają być kłopoty? Tu nie potrzeba cudu.
- Mało ci? To nie wszystko. Nie bardzo mam gdzie mieszkać, siedzę ludziom na głowie. W każdej chwili mogą mnie wywalić z uczelni a już ściga mnie armia, w dodatku nie mam pewności czy nie zostanę niedługo ojcem.
- Za materac nie robiłem więc nie wiem w jakim stanie jest owa kobieta.
- Problem nie w tym, że nie wiem tylko jeżeli się urodzi to za co je utrzymam.
- Wiesz co Lerst skoro tak wszystko cię męczy zaczniemy jutro rano. Dziś to chyba za późno.
Wyciągnął z kieszeni długopis, zastanowił się i napisał coś na serwetce. Podał mi ją i powiedział: Bądź pod tym adresem o godzinie 8.30 punktualnie. Weź ze sobą dowód osobisty i numer konta a dziś masz trochę drobnych i kup swojej kobiecie kwiaty i coś na dobrą kolację.
Położył na stole kilka banknotów stuzłotowych i wstał mówiąc - dopij to piwo spokojnie i do zobaczenia punkt 8.30 - i wyszedł. Siedziałem tam bez ruchu wpatrując się w serwetkę z adresem i pieniądze przez dobre kilkanaście minut zanim wziąłem je do ręki. Przeliczyłem i obejrzałem dokładnie. Było siedem setek i wyglądały na prawdziwe. Wyciągnąłem dwa banknoty na chybił trafił i podszedłem do baru. Bywałem tu kilka razy i wiedziałem, że pod ladą przy kasie stoi tester do banknotów. Gdy poprosiłem barmana aby sprawdził te dwie setki, popatrzył na mnie jak na idiotę ale zrobił o co prosiłem. Odpowiedź barmana wywołała we mnie szereg pytań, ale przewodnim było: co za imbecyl daje nieznajomemu siedem setek za darmo? Gdzie jest ukryta kamera? Moja mina musiała wyglądać wtedy gorzej niż u debila. Wziąłem pieniądz, schowałem razem z adresem, dopiłem piwo na raz i wyszedłem. Przez moją czaszkę pędziły tabuny myśli. Jednak starałem się oddalić od tego miejsca na wypadek gdyby Merron się rozmyślił. Po drodze do domu zrobiłem zakupy na kolację i kupiłem bukiet czerwonych róż dla Lary. Ucieszyła się bardzo. Kochałem jej uśmiech, nadal kocham. Spytała skąd mam pieniądze. Poprosiłem by nie pytała bo sam nie do końca rozumiem. Przytuliła mnie tylko i spytała czy nikomu nie zrobiłem krzywdy. Powiedziałem, że nie. Pocałowała mnie i nie pytała już o nic. Wieczór minął prawie jak zwykle: hałas, zwierzaki, łazienka, łóżko. Tylko moja czaszka wciąż pulsowała od pytań. Przed snem sprawdziłem plan miasta. Wyliczyłem czas i nastawiłem budzik. Przytuliłem się do Lary i zasnąłem natychmiast. Obudziłem się zdezorientowany, nie pamiętałem żadnego snu, ale nie to było teraz ważne. Wyłączyłem budzik i poszedłem do łazienki. Spojrzałem w lustro i zobaczyłem swoją zaspaną lecz uśmiechniętą teraz twarz i zrozumiałem: zaczyna się nowa przygoda!

CDN...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

TAK SOBIE 2

poniedziałek, 16 marca 2009 12:03
Mijają kolejne lata, świadomość się zwiększa. Zwiększa ale nie daje pełni. Nadal nie wie gdzie jest jego początek, bo czy czas może mieć początek - może! Wszystko ma swój początek nawet czas. Nie zatacza kręgu, kiedyś został rozpoczęty i kiedyś pewnie dobiegnie jego koniec. Nie skupia w sobie czterystu lat ni tysiąca, lecz sięga prawie wieczności. Stworzony przez Najwyższego na samym początku, strącony przez syna swego gromowładnego. Szuka teraz sam siebie, swojej mocy. Tuła się w kolejnych śmiertelnych ciałach i próbuje się przebudzić. Nadal są jednak tacy, którym nie w smak jego przebudzenie. Z całych swych sił starają się przeszkadzać, usypiać. Jest jednak coraz bliżej swojego celu. Pokochał ludzi choć nadal ich nie rozumie. poznał czym jest prawdziwa Miłość, jej cierpienie. Ufność składa w swym Stwórcy i nadzieję że On wie lepiej kiedy nadejdzie Czas.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

DZIEŃ

poniedziałek, 16 marca 2009 11:59
 

     Ten dzień zaczął się jak każdy piątek. Znów bez pracy, reszta kasy i co robić. Włóczyłem się po mieście w poszukiwaniu jakiegoś dochodu. Zbliżał się wieczór, co mi pozostało tylko iść gdzieś na tanie piwo. Gdzie? Wybór padł na Bikers tam jest tanio i zawsze trafi się ktoś znajomy. Miałem rację jest do kogo się przysiąść. Jak zwykle parę nowych osób do grona znajomych.

     Agnieszka była całkiem niezła, ba nawet pokusiłbym się o stwierdzenie że świetna i to co uwielbiam naturalnie ruda. Była inteligentna i nadzwyczaj dobrze się nam rozmawiało. Pewny byłem, że na rozmowie się skończy. Pomijając fakt, że nie miałem gdzie jej zabrać to przecież było zbyt nierealne by kobieta o tylu zaletach wizualnych jak i intelektualnych mogła mnie chcieć. Kapela przygrywała średnio ale poszliśmy pod scenę - grali Dżem. Ona odlatywała przy tej muzyce jeszcze bardziej niż ja. Nie miałem na nią szans więc choć spróbowałem zatańczyć z nią wolnego, zawsze to możliwość przytulenia się do pięknej kobiety. Przytuliła się dość mocno, poczułem jej gorące ciało, przyjemny ucisk jej piersi. Tak było mi dobrze. Bałem się zrobić cokolwiek by nie stracić tego co wtedy miałem. Kołysaliśmy  się w takt muzyki a moje ręce mimowolnie przesuwały się po jej plecach i szyi. Przyjmowała to z zadowoleniem, jej ręka przesuwała się na mój kark i we włosy. Nasze policzki się ocierały, nagle złączyły się nasze usta w delikatnym acz namiętnym pocałunku. Było cudownie. Kapela zrobiła przerwę, wróciliśmy do stolika w przytuleniu. Miło było ją tak przytulać i całować. Max trącił mnie delikatnie, przechyliłem się.

  - Jak to zrobiłeś?

  - Co takiego?

  - Znam Agnieszkę dwa lata i nigdy nie widziałem jej żeby przytuliła się do jakiegoś faceta a              co dopiero żeby go całowała.

  - Jakoś tak wyszło i jest cudownie. Ona jest świetna.

  - Wiem i zazdroszczę ci.

Agnieszka przerwała nam rozmowę domagając się moich ust. Do końca nie rozmawiałem już z nikim, byliśmy tylko my dwoje. Czy przy stoliku czy pod sceną nie liczył się nikt inny tylko my. Zrobiło się późno, zaczęli wypraszać klientów.

  - Odprowadzisz mnie do domu? - zabrzmiał jej głos

  - Z wielką chęcią, nic mnie nie pogania, a chciałbym z tobą spędzić jeszcze trochę czasu.

Zebraliśmy się powoli, co chwilę przerywając żeby się pocałować. Ludzie w nocnych też się nie liczyli, byliśmy tylko my. Stanęliśmy przed jej drzwiami. Więc to koniec. Czeka mnie teraz samotna nocna wędrówka. Chociaż niech pożegnanie będzie długie i namiętne...

  - Wejdziesz i zostaniesz ze mną? - przerwał mi zamyślenie pytający głos Agnieszki.

  - Nawet nie śmiałem o tym marzyć. Chcę i to bardzo, tylko nie wiem co na to twoi rodzice - nie chcę robić ci kłopotów.

  - Mieszkam sama - powiedziała otwierając drzwi - wejdź proszę.

  - Niezłe mieszkanie, jak cię na to stać przecież studiujesz i nie pracujesz.

  - Ojciec prowadzi dużą firmę, kupił mi to mieszkanie. Jest świetny , rozumie że dorosła córka potrzebuje trochę samodzielności. Opłaca mi wszystko, daje kasę na życie ale w nic się nie wtrąca.

Zdjęliśmy z siebie okrycia wierzchnie i poszliśmy do pokoju. Włączyła Dżem i znowu będziemy odlatywać - pomyślałem. Nagle się odezwała:

  - Mam ochotę na relaksujący prysznic, przyłączysz się?

  - To jest naprawdę dobry pomysł.

Poszliśmy do łazienki i zaczęliśmy się nawzajem rozbierać i całować. Weszliśmy pod prysznic, ustawiła wodę i kolejna niespodzianka - odpowiadała nam ta sama temperatura. Jej ciało było jeszcze piękniejsze niż sobie wyobrażałem. Obróciłem ją tyłem do siebie i zacząłem myć i całować jej plecy schodząc coraz niżej. Potem się podniosłem, obróciłem ją i zacząłem to samo z przodu, trochę więcej czasu zostałem przy całowaniu piersi, potem zszedłem niżej. Gdy skończyłem z nogami wróciłem między uda. Założyłem jej nogi na swoje ramiona. Oparła się plecami o ścianę i wygięła. Pieściłem ją ustami, wiła się, jęczała, krzyczała lecz ja pieściłem. Była cudowna, zasługiwała na rozkosz. Po pewnym czasie wydusiła z siebie między krzykami:

  - Wystarczy, więcej orgazmów w tej pozycji i bez przerwy nie zniosę.

Postawiłem ją, podniosłem się, przytuliłem i zacząłem całować jej usta. Po chwili przerwała mi.

  - Teraz czas bym to ja ciebie umyła.

Ona też zaczęła od pleców metodycznie posuwając się w dół a potem od góry z przodu. Gdy doszła do mojego członka i wzięła go w usta poczułem się jak w raju. Doszedłem bardzo szybko. Nie myślałem że można zaznać aż takiej rozkoszy. Spłukaliśmy się i wyszliśmy. Przy wycieraniu się nie zapomnieliśmy o przyjemności pocałunków. Przenieśliśmy się do łóżka by dalej pieścić się w pościeli. W gmatwaninie naszych rozpalonych ciał jednym prostym gestem zaprosiła mnie wreszcie do swego wnętrza. Wszedłem czując wilgoć ogień i znajomy opór... nietknięta, czysta! Szok tylko spotęgował rozkosz. Czas przestał mieć znaczenie, była tylko wieczność naszej rozkoszy. W końcu totalnie wyczerpani odpłynęliśmy we wspólny sen.

   Obudził nas dzwonek do drzwi. Pierwsze spojrzenie, pierwszy uśmiech, pierwszy pocałunek. To nie był sen, ona naprawdę była piękna.

  - To pewnie mój ojciec, miał dzisiaj przyjść po swoich Zeplinnów. Ma swoje klucze ale nie chce ich używać. - powiedziała zakładając szlafrok - To nie potrwa długo, zaczekaj na mnie. Mam ochotę na ciebie jeszcze przed śniadaniem, chyba że na trzeźwo już ci się nie podobam?

  - Nigdzie się nie wybieram, a upojony jestem nadal - twoim pięknem.

Uśmiechnęła się i wyszła. Spojrzałem na zegarek, było po dwunastej. To była cudowna noc a ona chciała to kontynuować. Jak tak dalej pójdzie to dziś nie znajdę żadnej roboty -pomyślałem- ale jest zbyt miło by o tym myśleć. Nagle usłyszałem głos mężczyzny: "... i ja mam w to uwierzyć, ty i jakiś facet". Otworzyła drzwi od sypialni.

  - To sam sprawdź papciu... to nie jest kobieta.

W drzwiach stanął jej ojciec (kolor włosów odziedziczyła stanowczo po nim), wyglądał na sympatycznego lecz na jego twarzy był wymalowany szok. Ja wyglądałem pewnie nie lepiej, byłem totalnie zmieszany. Co teraz leżę zupełnie nagi w łóżku świeżo rozdziewiczonej kobiety a w drzwiach stoi jej ojciec.

  - Dzień dobry - wycedziłem bo szczęka nie pozwoliła na nic więcej, zresztą nie miałem pojęcia co należałoby w tej sytuacji powiedzieć.

   - Dzień dobry - odpowiedział tonem jeszcze pełnym niedowierzania, spojrzał na Agnieszkę i powiedział - Nareszcie..., ślicznotko czy pozwolisz nam zamienić kilka słów z tym młodzieńcem w cztery oczy... gdy się ubierze rzecz jasna. - uśmiechnął się do mnie, zmieszanie przerodziło się w strach, to może oznaczać wszystko.

  - Nie widzę przeszkód papciu, tylko oddaj mi go szybko - chcę go jeszcze trochę wykorzystać -uśmiechnęła się do ojca a on wyszedł z pokoju.

  - I co teraz, co on ze mną zrobi? Mówiłem że nie chcę sprawiać ci kłopotów.

Roześmiała się.

  - On będzie chciał cię przekonać żebyś... Jest zadowolony wreszcie zastał w moim łóżku faceta a nie kobietę.

Nagle przez moją czaszkę przepłynęło milion myśli. Wszystko stało się jasne. Nie ,nie wszystko... Skoro ona była aż tak zdeklarowaną... Co ja właściwie tu robię? Nie ma się co teraz zastanawiać, trzeba się ubierać. Trochę mi w tym przeszkadzała - ach te kobiety. Gdy wszedłem do salonu siedział zadowolony na kanapie i z miną długo oczekiwanego odprężenia popijał kawę. Spojrzał wymownie na Agnieszkę.

 - To może ja pójdę po świeże bułeczki i coś jeszcze - powiedziała z uśmiechem, założyła buty i wyszła zostawiając nas samych.

 - No mój synu - zaczął i zaraz się poprawił - to znaczy... może jest za wcześnie na takie określenia ale tak się cieszę na samą myśl, że wreszcie... a może nie, może tylko się mylę... - zaczął się gubić w swoich myślach - Co wyście właściwie robili?

 - Przepraszam pana, ale ja...

 - Żadnego pana, na teścia też za wcześnie. Marcin jestem. Nie rozumiesz mnie, dla ciebie jest to tylko ładna panienka. może na jedną noc, może na więcej. Nie moja to rzecz jak podchodzisz do kobiet - na razie. Dla mnie to trudne. Mam dorosłą córkę, która do tej pory interesowała się tylko kobietami. Nigdy nie przejawiała choć odrobiny zainteresowania jakimkolwiek chłopakiem. I nagle pojawiasz się ty.  Jesteś pewnego rodzaju nadzieją na to, że wreszcie choć trochę znormalnieje. Nie, nie przerywaj mi. Nie jestem homofobem,  Agnieszka jest dorosła i sama wybiera. Mówię o normalności w oczach społeczeństwa, jest jeszcze za wcześnie na rewolucję w tym kraju pełnym zgredów. Nie mam zamiaru do niczego cię zmuszać ani namawiać. Dobrze by jednak było gdyby czasem pokazała się publicznie z chłopakiem. Zrobisz co zechcesz, ja się nie będę wtrącał. Chyba że ją skrzywdzisz,  takie prawo ojca!!!

 - Całkowicie rozumiem. - po chwili odzyskałem głos - Nie znam Agnieszki zbyt długo, ale i tak nie mam zamiaru zrobić jej krzywdy. Już teraz myślę o tym jak dać jej szczęście.

Potem poszło już bardzo szybko. Gdzie pracujesz? - Szukam pracy. Gdzie mieszkasz? - Kątem u znajomych. Co potrafisz robić, na czym się znasz?...

   Zamieszkałem z Agnieszką, zająłem drugą sypialnie. Zacząłem płacić rachunki - mam z czego - zostałem kierownikiem działu promocji i reklamy w firmie Marcina. Zrobiłem trzy kampanie reklamowe. po każdej obroty wzrosły o około dwadzieścia procent. Dziś jest ten wspaniały dzień. Mija pierwszy rok z Agnieszką. Połączyło nas coś wielkiego. Mamy osobne sypialnie ale zwykle sypiamy w łóżku Agnieszki. Jest szersze i możemy swobodniej poszaleć. Większość koleżanek Agnieszki chciała się przekonać co jest takiego we mnie, że Agnieszka z zagorzałej les stała się bi (choć tylko przy mnie). Próbowaliśmy różnych konfiguracji. Czasem ja przyprowadzałem jakąś kobietę, czasem ona. Czasem lądowaliśmy w łóżku z innymi kobietami lecz najczęściej we dwoje. Całkowicie się uzupełniamy, łączy nas Miłość. Dziś jest ten  wspaniały dzień - nasza pierwsza rocznica. Ukrywała się z tym lecz wiem, że przygotowała wspaniałą kolację dla nas. Ukrywałem się z tym lecz ona wie że dziś się jej oświadczę. Wiem, że powie tak. Jesteśmy jednym, znamy swoje myśli.

*  *  *

Skąd mogłem wiedzieć, że śledzili mnie od jubilera. Skąd mogłem wiedzieć, że ten czwarty nie chce mi pomóc tylko jest z nimi. Skąd mogłem wiedzieć, że ma pistolet. Skąd mogłem wiedzieć, że strzeli dla jednej błyskotki. Patrzę na rosnącą kałużę krwi wokół stygnącego ciała. Zdeptane róże nasiąkają martwą czerwienią. Skąd mogłem wiedzieć, że ten dzień to wyrok Najwyższego, ostatni pełny rok szczęścia. Teraz wiem, nasza dusza jest jednym. Ona nie znajdzie innego faceta, nie będzie nawet szukała. Nim znów się połączymy będą tylko szukające żeńskie połówki. Ona znalazła. Ona teraz wie. Ona teraz cierpliwie czeka. Ten dzień jest bramą do wieczności.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  3 169  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione blogi

O moim bloogu

OBSERWACJE, PRZEŻYCIA, DOMYSŁY...

O mnie

Byłem tam jestem tu robię to co robię byle by nie szkodzic

Statystyki

Odwiedziny: 3169
Wpisy
  • liczba: 7
  • komentarze: 36

Lubię to